czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 3. "Z nami koniec!"

~Niall~

      Pędziłem w stronę lotniska pospiesznie pisząc smsa do Zayna i mamy Rose. Dosyć ciężko było wykonywać te dwie czynności, a jeszcze dodać do tego ciąganie energetycznej Rose - szkoda gadać! 
-Debilu, dokąd mnie ciągniesz? - marudziła dziewczyna. 
-Zobaczysz. - zerknąłem na nią uśmiechając się zalotnie.
-Głupku, te flirty nie powinny mieć miejsca, co? - prychnęła Rose.
-Nie, czemu?
-Wiem o Amy. - odwróciła głowę wprawiając swoje rudawe włosy w ruch. 
-Amy i ja to tylko przyjaciele. - objąłem ją w talii zatrzymując się.
-Wiesz, że aktualnie jakiś paparazzi siedzi w krzakach i robi nam zdjęcie, za pół godziny poleci do redakcji , wydrukują je, a jutro będziemy na pierwszej stronie jako nowa hot para? - spojrzała mi w oczy Rosalie i zarzuciła mi ręce na szyję.
-Jasne. - przytaknąłem, zagłebiając się w pięknej barwie jej tęczówek. - A ja dodatkowo będę jako ten co zdradził jakże cudowną Amy. - zaśmiałem się. -Ale mam do Ciebie jedną wielką prośbę...
-Jaką?
-Nigdy nie ufaj brukowcom. Nigdy. 
-Pewnie. Ale ja też chciałabym Ciebie o coś poprosić.
-Słucham?
-Zawsze mów mi prawdę. Zawsze. 
-Dobra, skarbie. - musnąłem ustami jej blady, delikatny policzek.
-A teraz, chodź na to głupie lotnisko, bo chyba nie chcesz psuć mi niespodzianki spóźniając się na samolot? - zaśmiała się uroczo rudowłosa. 
-Co? Ale jak ty? Skąd wiesz o tej beznadziejnej przeprowadzce?! - zdziwiłem się mocno.
-To jeszcze ma być przeprowadzka?! Czyli jednak Louis nie wygadał wszystkiego... - ponownie usłyszałem dźwięczny śmiech dziewczyny.
-A to podły debil. - pokręciłem głową udając niedowierzanie. 
-Policzysz się z nim potem, a teraz chodź! - ścisnęła mocno moją rękę i pociągnęła za sobą. 

~Zayn~

-Hej chłopcy! - przywitałem się zaspanym głosem z Harrym i Liamem. - Jedzenie, proszę... - zwróciłem się do Stylesa.
-Jasne, śpiochu. - lokowaty podniósł się z krzesła i sięgnął po patelnię. - Jajecznica?
-Pewnie. - uśmiechnąłem się i przeczesałem włosy. 
-Jak było wczoraj na imprezie? - zerknął w moją stronę Liam. 
-Ja... Ee... Bo... Chyba się pokłóciłem z Perrie. - mruknąłem cicho próbując przypomnieć sobie wczorajszą noc. 
-Uh, to źle. - odpowiedział zamyślony Payne, po czym wzruszył ramionami i wziął gryza swojej kanapki. 
-Gdzie Lilianne? - zwróciłem się do "kucharza".
-Śpi. - odparł cicho. 
-Aha... Mam nadzieję, że zaraz się obudzi. - westchnąłem patrząc na telefon. 
-Czemu? - zdziwił się Harry.
-Bo właśnie dostałem smsa od Nialla, że on i Rose już prawie są na lotnisku w Dublinie, lot zajmie im pewnie pół godziny i ktoś będzie musiał ich odebrać. Myślałem, że jakby tamta wstała to odwiózłbyś ją, przy okazji zabierając zakochańców. 
-Zrobię co mogę. - zielonooki wzruszył smutno ramionami i postawił przede mną talerz ze śniadaniem. - Smacznego. 
        Zawsze wiedziałem, że Lily nie była dziewczyną dla Stylesa. Zupełnie inna, niezbyt miła i bardzo arogancka, leciała tylko na konto w banku mojego przyjaciela. Nieraz chciałem z nim o tym pogadać, ale uważałem moje sugestie za głupie. Ciekawe pewnie jesteście jakie one były? Sądziłem, że loczkowi spodobała się Rosalie. Przyłapałem się na tym, że zacząłem częściej o niej mówić i podpatrywać reakcję Hazzy. Zawsze była ona radosna, nie to co z Lilianne. Z aktualną dziewczyną chłopaka były duże problemy, które często trafiały na okładki gazet. Managnament, który na początku sam zaproponował Harry'emu dalszą i głębszą znajomość z Lil, a on - zalotnik, flirciarz, pragnąc nowych przygód - bez zastanowienia zaczął spotykać się z modelką. 
   Właśnie - modelka. Lilianne pracowała w modelingu, a właściwie dopiero wchodziła w świat show-biznesu. Nie za bardzo jej to wychodziło, a pieniądze, które dostawała za jakiekolwiek sesje czy pokazy nie wystarczały jej na normalne życie. Dlatego też Harry, sławny piosenkarz, milioner, który może siedzieć przez całe życie na dupie na kanapie, wpieprzać chipsy i nic nie robić, ale i tak mieszkać w luksusie był jej do szczęścia bardzo potrzebny. Widoczne było, że się nie kochają i są ze sobą tylko przez wymienione wyżej czynniki. Tak naprawdę, to stale nie wiem co trzymało Hazzę przy tej zadufanej w sobie, wykorzystującej każde komfortowe zalety swojego chłopaka dziewczynie... 
    Siedzieliśmy właśnie z Harrym i Lilianne w samochodzie. Postanowiłem pojechać razem z nimi na lotnisko, wpierw odwożąc dziewczynę Stylesa. Miałem nadzieję, że tym razem nie zmarnuję okazji do porozmawiania z przyjacielem o dręczącym mnie temacie. 
-Kochanie, za chwilę skręć w prawo. - poinstruowała loczka Lilianne swoim słodkim głosikiem, niczym nawigacja samochodowa. Dziękowałem Bogu, że już tylko metry dzieliły nas od domu modelki, bo nie wytrzymałbym dłużej razem z nią i jej słodyczą w tak małej przestrzeni. 
-Kur*a, przecież wiem. - burknął Harry wywracając oczami. Dziewczyna teatralnie podskoczyła na siedzeniu, perfekcyjnie odgrywając zszokowanie oraz zdenerwowanie. 
-Nie wymawiaj takich słów przy mnie! Jesteś dla mnie okropny i chciałabym Ci wyznać, że od dłuższego czasu zastanawiam się nad sensem naszego związku! Może czas zerwać, co? - prychnęła triumfalnie Lily przekonana tym, że Styles jej ulegnie. 
-Nie utrzymasz się bez mojej kasy. - mruknął Curly unosząc kąciki ust do góry. Był z siebie dumny. Cholernie dumny. Po chwili samochód zatrzymał się, co znaczyło, że czas aby Lilianne opuściła pojazd. 
-Naprawdę, jesteś chamski, Styles. Wypraszam sobie takich sytuacji i chcę Ciebie poinformować, że w niedługim czasie masz przyjechać do mnie po swoje rzeczy.
-Z jakiej racji? - spojrzał na nią komicznie Harry.
-Z takiej, że z nami koniec! - krzyknęła piskliwie nadąsana dziewczyna i zeskoczyła z siedzenia. Jej szczupłe nogi wsadzone w szpilki przechyliły się i dziewczyna upadła, jednak jej były nie zwrócił na to uwagi i z szerokim uśmiechem ruszył w dalszą drogę. 
___________________________________________________________________________________
Hej! 
Wróciłam po długiej przerwie, mam na myśli ten blog. Nie miałam żadnej weny jeżeli chodzi o tę historię, a przede wszystkim, mój leniwy zad nie chciał jej przepisać. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. 
Za nami rozdział 3, oby Wam się podobał i pamiętaj - CZYTASZ = KOMENTUJESZ. // Niazza

piątek, 8 marca 2013

Rozdział 2. "Nic nie wiesz."

*Londyn*                                          
~oczami Hazzy~
   Obudziłem się cały spocony. Moje serce biło jak oszalałe, a wzrok latał od jednego kąta do drugiego. Na usta aż cisnęło się głośne "nie!", lecz z myślą, że mógłbym obudzić śpiącą obok Lilianne powstrzymałem się. 
-Kochanie, wszystko ok? - poczułem ciepły dotyk ręki na policzku. 
-Tak, spokojnie. To tylko zły sen. - musnąłem ustami dłoń dziewczyny, po czym spojrzałem na zegarek. 7:30. Wiedziałem, że już nie zasnę, ale nie chcąc aby Lily wstała opadłem delikatnie na poduszkę. Poczekałem kilkanaście minut, a następnie usiadłem i wsunąłem stopy w kapcie.   

*Dublin*             
~Rosalie~
     -Dzień dobry. - uśmiechnęłam się szeroko do pracoholika w podeszłym wieku stojącym przy automacie z kawą. 
-Witam. - odrzekł oschle nie odrywając wzroku od kartek i ręki od maszyny.
-ROSE!!! - odwróciłam się szybko słysząc swoje imię. Moim oczom ukazał się czerwony ze zmęczenia blondun, pędzący w mym kierunku. 
-Niall, Niall... - zaśmiałam się, gdy już dobiegł. - Co ty tutaj robisz? - zapytałam się szybko. Niall Horan, Irlandczyk i sławny piosenkarz zespołu One Direction był rzadko widywany w Dublińskim "Modest!", podobnie jak pozostali członkowie. 
-Przyszedłem do przyjaciółki. - wzruszył ramionami i zatrzymał się. - To gdzie Kate ma biuro?
-Idziesz prosto i pierwsze drzwi po lewej. - odparłam, hamując napad śmiechu. Stary, dobrze mi znany dowcip Nialla. Udawałam, że bardzo się tym przejmuję, więc spuściłam głowę. 
-Przecież żartowałem. - chichotał z mojej "głupoty" blondyn, a następnie przytulił mnie mocno. 
-Debil. - szepnęłam, jednak z racji tego, że byłam koło ucha Nialla, on wszystko usłyszał.
-Co powiedziałaś? - oderwał się ode mnie. 
-Niic... - zrobiłam niewinną minę, ale ona nic nie dała. Za chwilę leżałam na podłodze łaskotana przez Horana. 
-Dość! - usłyszałam groźny głos mojej szefowej. Podeszła ona do mnie i z surową miną krzyknęła:
-Jeszcze jeden taki wybryk, a wylatujesz zupełnie z firmy Modest! A co do Ciebie... - zwróciła się do Nialla - To chyba miałeś ją tylko zabrać, a nie odprawiać jakieś śmiechy podczas ważnego spotkania, prawda?!

***
     -Czy Ciebie doszczętnie powaliło?! - spacerowałam z Niallem próbując zachować powagę. 
-Nie, czemu? - zaśmiał się blondyn. 
-Przez Ciebie prawie wyleciałam z roboty, a dodatkowo dzisiaj miałam dużo rzeczy do zrobienia, ale ty mnie ot tak po prostu zwolniłeś!
-Nie wiesz czemu. Nic nie wiesz. - mruknął cicho odwracając głowę przed południowym, wiosennym słońcem. 
-Jak to? - zdziwiłam się. 
-Tak to.

~Harry~
     
Krzątałem się po kuchni bijąc się z własnymi myślami. Próbowałem upichcić coś dobrego dla pozostałych domowników, jednak z natłokiem "problemów" marnie mi to wychodziło. 
-Harry? - usłyszałem głos Liama. - Co tak wcześnie na nogach?
-Spać nie mogę. - wzruszyłem ramionami. - Poza tym, Lilianne trzeba odwieźć, a ona wstaje około 8.00...
-Od kiedy mówisz do swojej dziewczyny pełnym imieniem?
-Nie wiem. - moje ramiona ponownie się poruszyły.
-Harry, coś jest nie tak. Od kiedy Ciebie znam i z Tobą mieszkam, a to kawał czasu przecież, nigdy nie wstawałeś aż tak rano. A już w szczególności nie po to, żeby nam dogodzić! A od kiedy jesteś z Lily, czyli około pół roku, nigdy nie powiedziałeś do niej Lilianne. Martwię się... - powiedział Daddy. 
-Masz rację, ale to długo historia... - opadłem na krzesło. 
-Myślę, że mamy czas. 
__________________________________________________________________________________
Witam!
Krótki rozdział? Beznadziejny?
Wiem =) No cóż, nic nie poradzę. Chciałabym wiele zmienić, ale moje słownictwo nie jest chyba wystarczające aby to opowiadanie zadowoliło każdego.
I co? Zaskoczyłam was trochę? Tak się zaczynało, a tutaj bum! Bo to tylko zły sen. Zły, a może coś nam sugeruje? Jak myślicie, jakie problemy tak nagle zwaliły się na Hazzę? Każdy szczegół opisałam tak, aby Wam to przybliżyć, więc teraz - główkujcie! 
Dziękuję za wejścia, wow! Jeden rozdział, jeden komentarz, mam nadzieję, że będzie ich więcej, ale wejścia... łojeju, dla mnie to dużo. Dziękuję Waam!
PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ :3 // Niazza
     P.S Uprzedzę pytania na temat Rosalie. Jest ona przyjaciółką chłopców, jedyną z firmy Modest. Budynek Modest, akurat ten w którym ona ma pracę, znajduje się w Dublinie. :)
 

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 1. "Nie chcesz to nie mów."

~oczami Hazzy~

-Harreh, co jest?! - potrząsał mną Louis. - Co się stało?
-Taylor. - odwróciłem wzrok. - Taylor się stała. - Lou natychmiastowo pobladł.
-Co Ci zrobiła? - zapytał się mnie drżącym głosem. 
-Za dużo do gadania... - westchnąłem i przeczesałem palcami loki. 
-Nie chcesz to nie mów. - odrzekł lekko nadąsany chłopak, po czym skierował swoje kroki w stronę drzwi. 
-Lou, stój! - krzyknąłem za nim. Nie chciałem się z nim kłócić, nie teraz, w momencie kiedy wszystko się posypało. Wstałem energicznie z łóżka i biegnąc, złapałem szatyna za rękę. Wskutek tego, on mimowolnie się odwrócił. - Spójrz mi w oczy. - poprosiłem go,a on niechętnie wykonał tę czynność. 
-Za godzinę idziemy do parku. Bądź na dole, oczywiście jeśli zechcesz zaszczycić nas swoją obecnością. - powiedział bez żadnych emocji Louis i zostawił mnie osłupiałego na środku korytarza, wcześniej wyrywając dłoń z mojego szczelnego uścisku. Po kilku minutach wpatrywania się pusto w przestrzeń, odwróciłem się i popełzłem do łazienki w celu zażycia gorącego prysznica i zmiany ubrań z wyciągniętego, starego dresu na stosowniejsze ciuchy, bo znając życie Niall i Zayn będą próbowali wyciągnąć zespół do klubu. 

***

-Styles, człowieku, siedzisz w tej łazience dłużej niż Zayn! - dobijał się do drzwi Horan. 
-Zostaw go. - usłyszałem głos Loueh'a. Już myślałem, że się trochę uspokoił, jednak za chwilę dobiegł mnie już trochę cichszy odzew. - Musi się wyszykować na podryw dziewczyn. - W innym przypadku uznałbym to za kolejny żart niebieskookiego, jednak sytuacja z ostatniej godziny i oschły ton, jaki przybrał podczas mówienia tych słów, wręcz zabraniały mi wziąć to za dowcip. 
  Jednak Niall nie sądził tak jak ja, ponieważ zaczął się głośno śmiać. 
-Koniec tych chichów, zbieramy się idioci! - rozpoznałem głos Daddy'ego. 
-Ale Liam, ja potrzebuję skorzystać! - jęknął blondyn.
-Ehh... Curly, wyłaź, ale już! - tym razem to Payne pukał do łazienkowych drzwi. Przemyłem szybko twarz, zerknąłem w lustro i ostatni raz przeczesując loki wyszedłem na zewnątrz. 
-W końcu! - krzyknął entuzjastycznie Niall i jak torpeda wleciał do łazienki. 

***
-Niall, teraz ty każesz na siebie tyle czekać?! - wrzasnął Liam, powoli się niecierpliwiąc. Wszyscy członkowie naszego zespołu, z wyjątkiem Horana, stali już w kurtkach i butach przed drzwiami, gotowi do wyjścia. 
-Sorry, problemy techniczne. - usłyszeliśmy irlandzki akcent i naszym oczom ukazał się żarłok, który pospiesznie zapinając spodnie schodził ze schodów.
-Taaa... Chyba raczej gastryczne. - mruknął Tommo, tym samym wprawiając naszą pięcioosobową ekipę w śmiech.
-Możliwe Lou, możliwe. - odparł pewny siebie blondyn zasuwając swoją wiatrówkę i niedokładnie sznurując buty. 
-Hooran, ubierz się raz a porządnie, błagam! - zerknął na niego Liaś. Irlandczyk pokręcił tylko z dezaprobatą głową i już dokładniej przygotował się do wyjścia. 

***
Wkrótce byliśmy już w drodze do jednego z większych londyńskich parków. Nie interesowałem się zbytnio tym, o czym rozmawiali pozostali. Sięgnąłem więc do kieszeni, w celu wyciągnięcia mojej mp3. Nie powiem, mocno się zdziwiłem, kiedy nie wymacałem jej. Lekko poddenerwowany, ponownie przeszukałem moje kieszenie. Wyciągałem z nich wszystko, co tylko poczułem. Chusteczki, portfel, jakieś centy błąkające się po kieszeniach, ale ani śladu sprzętu.
-Cholera. - zakląłem cicho.
-Co jest stary? - spojrzał w moim kierunku mulat.
-Nic, nie wziąłem ze sobą mojej mp3. 
-Trzymaj moją. - podał mi urządzenie i słuchawki Niall. Uśmiechnąłem się do niego i z nadzieją, że ma tam parę piosenek zespołu Coldplay odpaliłem ją. Pomiędzy całą, długą listą piosenek Justina Biebera, Robbiego Williamsa i jakichś irlandzkich zespołów odnalazłem "Paradise". Natychmiast włączyłem utwór i zatraciłem się w jego pierwszych dźwiękach. Na krótki moment zamknąłem oczy, lecz natychmiast tego pożałowałem. Podniosłem lekko głowę i zauważyłem rudowłosą dziewczynę. Była ubrana bardzo skromnie - w zwykły, dosyć gruby dres. Jednakże, te ubrania nie zdołały ogrzać wychudzonego ciała dziewczyny. Widać było, jak przez jej ciało, pod wpływem zimna, przebiegały dreszcze. 
  Zerknąłem na ziemię. Dziewczynie z torebki wypadła jakaś rzecz. Schyliłem się, aby to podnieść i natychmiast rozpoznałem  w niej moją mp3. Spojrzałem w piękne oczy, które idealnie komponowały się z rudymi lokami. Dopiero teraz zauważyłem jaka była blada i ubrudzona, a jednocześnie tak bardzo... piękna.
________________________________________________________________________________
Hej! Chciałabym Was przywitać na nowym blogu - Can you make it all better? Nie będę się tutaj jakoś bardzo rozpisywała, po prostu chcę już na wstępie podziękować za wszystkie kolejne wejścia, komentarze itp. Kocham Was i PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ! :) // Niazza