~Niall~
Pędziłem w stronę lotniska pospiesznie pisząc smsa do Zayna i mamy Rose. Dosyć ciężko było wykonywać te dwie czynności, a jeszcze dodać do tego ciąganie energetycznej Rose - szkoda gadać!
-Debilu, dokąd mnie ciągniesz? - marudziła dziewczyna.
-Zobaczysz. - zerknąłem na nią uśmiechając się zalotnie.
-Głupku, te flirty nie powinny mieć miejsca, co? - prychnęła Rose.
-Nie, czemu?
-Wiem o Amy. - odwróciła głowę wprawiając swoje rudawe włosy w ruch.
-Amy i ja to tylko przyjaciele. - objąłem ją w talii zatrzymując się.
-Wiesz, że aktualnie jakiś paparazzi siedzi w krzakach i robi nam zdjęcie, za pół godziny poleci do redakcji , wydrukują je, a jutro będziemy na pierwszej stronie jako nowa hot para? - spojrzała mi w oczy Rosalie i zarzuciła mi ręce na szyję.
-Jasne. - przytaknąłem, zagłebiając się w pięknej barwie jej tęczówek. - A ja dodatkowo będę jako ten co zdradził jakże cudowną Amy. - zaśmiałem się. -Ale mam do Ciebie jedną wielką prośbę...
-Jaką?
-Nigdy nie ufaj brukowcom. Nigdy.
-Pewnie. Ale ja też chciałabym Ciebie o coś poprosić.
-Słucham?
-Zawsze mów mi prawdę. Zawsze.
-Dobra, skarbie. - musnąłem ustami jej blady, delikatny policzek.
-A teraz, chodź na to głupie lotnisko, bo chyba nie chcesz psuć mi niespodzianki spóźniając się na samolot? - zaśmiała się uroczo rudowłosa.
-Co? Ale jak ty? Skąd wiesz o tej beznadziejnej przeprowadzce?! - zdziwiłem się mocno.
-To jeszcze ma być przeprowadzka?! Czyli jednak Louis nie wygadał wszystkiego... - ponownie usłyszałem dźwięczny śmiech dziewczyny.
-A to podły debil. - pokręciłem głową udając niedowierzanie.
-Policzysz się z nim potem, a teraz chodź! - ścisnęła mocno moją rękę i pociągnęła za sobą.
~Zayn~
-Hej chłopcy! - przywitałem się zaspanym głosem z Harrym i Liamem. - Jedzenie, proszę... - zwróciłem się do Stylesa.
-Jasne, śpiochu. - lokowaty podniósł się z krzesła i sięgnął po patelnię. - Jajecznica?
-Pewnie. - uśmiechnąłem się i przeczesałem włosy.
-Jak było wczoraj na imprezie? - zerknął w moją stronę Liam.
-Ja... Ee... Bo... Chyba się pokłóciłem z Perrie. - mruknąłem cicho próbując przypomnieć sobie wczorajszą noc.
-Uh, to źle. - odpowiedział zamyślony Payne, po czym wzruszył ramionami i wziął gryza swojej kanapki.
-Gdzie Lilianne? - zwróciłem się do "kucharza".
-Śpi. - odparł cicho.
-Aha... Mam nadzieję, że zaraz się obudzi. - westchnąłem patrząc na telefon.
-Czemu? - zdziwił się Harry.
-Bo właśnie dostałem smsa od Nialla, że on i Rose już prawie są na lotnisku w Dublinie, lot zajmie im pewnie pół godziny i ktoś będzie musiał ich odebrać. Myślałem, że jakby tamta wstała to odwiózłbyś ją, przy okazji zabierając zakochańców.
-Zrobię co mogę. - zielonooki wzruszył smutno ramionami i postawił przede mną talerz ze śniadaniem. - Smacznego.
Zawsze wiedziałem, że Lily nie była dziewczyną dla Stylesa. Zupełnie inna, niezbyt miła i bardzo arogancka, leciała tylko na konto w banku mojego przyjaciela. Nieraz chciałem z nim o tym pogadać, ale uważałem moje sugestie za głupie. Ciekawe pewnie jesteście jakie one były? Sądziłem, że loczkowi spodobała się Rosalie. Przyłapałem się na tym, że zacząłem częściej o niej mówić i podpatrywać reakcję Hazzy. Zawsze była ona radosna, nie to co z Lilianne. Z aktualną dziewczyną chłopaka były duże problemy, które często trafiały na okładki gazet. Managnament, który na początku sam zaproponował Harry'emu dalszą i głębszą znajomość z Lil, a on - zalotnik, flirciarz, pragnąc nowych przygód - bez zastanowienia zaczął spotykać się z modelką.
Właśnie - modelka. Lilianne pracowała w modelingu, a właściwie dopiero wchodziła w świat show-biznesu. Nie za bardzo jej to wychodziło, a pieniądze, które dostawała za jakiekolwiek sesje czy pokazy nie wystarczały jej na normalne życie. Dlatego też Harry, sławny piosenkarz, milioner, który może siedzieć przez całe życie na dupie na kanapie, wpieprzać chipsy i nic nie robić, ale i tak mieszkać w luksusie był jej do szczęścia bardzo potrzebny. Widoczne było, że się nie kochają i są ze sobą tylko przez wymienione wyżej czynniki. Tak naprawdę, to stale nie wiem co trzymało Hazzę przy tej zadufanej w sobie, wykorzystującej każde komfortowe zalety swojego chłopaka dziewczynie...
Siedzieliśmy właśnie z Harrym i Lilianne w samochodzie. Postanowiłem pojechać razem z nimi na lotnisko, wpierw odwożąc dziewczynę Stylesa. Miałem nadzieję, że tym razem nie zmarnuję okazji do porozmawiania z przyjacielem o dręczącym mnie temacie.
-Kochanie, za chwilę skręć w prawo. - poinstruowała loczka Lilianne swoim słodkim głosikiem, niczym nawigacja samochodowa. Dziękowałem Bogu, że już tylko metry dzieliły nas od domu modelki, bo nie wytrzymałbym dłużej razem z nią i jej słodyczą w tak małej przestrzeni.
-Kur*a, przecież wiem. - burknął Harry wywracając oczami. Dziewczyna teatralnie podskoczyła na siedzeniu, perfekcyjnie odgrywając zszokowanie oraz zdenerwowanie.
-Nie wymawiaj takich słów przy mnie! Jesteś dla mnie okropny i chciałabym Ci wyznać, że od dłuższego czasu zastanawiam się nad sensem naszego związku! Może czas zerwać, co? - prychnęła triumfalnie Lily przekonana tym, że Styles jej ulegnie.
-Nie utrzymasz się bez mojej kasy. - mruknął Curly unosząc kąciki ust do góry. Był z siebie dumny. Cholernie dumny. Po chwili samochód zatrzymał się, co znaczyło, że czas aby Lilianne opuściła pojazd.
-Naprawdę, jesteś chamski, Styles. Wypraszam sobie takich sytuacji i chcę Ciebie poinformować, że w niedługim czasie masz przyjechać do mnie po swoje rzeczy.
-Z jakiej racji? - spojrzał na nią komicznie Harry.
-Z takiej, że z nami koniec! - krzyknęła piskliwie nadąsana dziewczyna i zeskoczyła z siedzenia. Jej szczupłe nogi wsadzone w szpilki przechyliły się i dziewczyna upadła, jednak jej były nie zwrócił na to uwagi i z szerokim uśmiechem ruszył w dalszą drogę.
___________________________________________________________________________________
Hej!
Wróciłam po długiej przerwie, mam na myśli ten blog. Nie miałam żadnej weny jeżeli chodzi o tę historię, a przede wszystkim, mój leniwy zad nie chciał jej przepisać. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Za nami rozdział 3, oby Wam się podobał i pamiętaj - CZYTASZ = KOMENTUJESZ. // Niazza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz